Kolejnym powodem psiej miłości absolutnej jest absolutny brak ambicji. U psa. (Ludzi, niektórych, ambicja może zabić.) Jedyne, do czego pies chce w życiu dojść, to do pełnej miski. Droga do miski, miejsce do spania i codzienna porcja czułości od człowieka, który jest wszystkim bez względu na to, kim jest – oto, najprawdopodobniej sens psiej egzystencji. Gorzej, jeśli miska pusta, gorzej, jeśli droga ograniczona łańcuchem, a najgorzej, kiedy człowiek jest łajdakiem. Wtedy trudno kochać, nawet psu.
Taką scenę sobie wyobraziłem. Dzieje się 11 listopada, wieczorem. Cisza, spokój, ciemno. Pokój rozjaśnia jedynie poświata z telewizora, którego ktoś zapomniał wyłączyć, albo specjalnie zostawił włączony na kanale TVN24 z opcją nagrywania. Na ekranie relacja na żywo z Marszu Niepodległości. Po pustym pokoju, nerwowo przechadza się York – pies rasy małej, ujadającej. Jego pan, jego Absolut, jego całe życie spóźnia się. Nigdy nie zostawał sam na tak długo. Karma nietknięta, woda nieruszona, strach. Jednak po chwili słychać kroki na korytarzu. Ciężkie, miarowe. Jego pan ma mocne buty, żeby mocno stąpać po ziemi, albo skopać leżącego. Odgłos otwieranego zamka i wreszcie jest. Wrócił, cały i zdrowy. York rzuca się do kolan, pan głaska pupila dłonią ogromną jak bochen polskiego, pszennego chleba. Myje w łazience dłonie obolałe od zaciskania w pięści, odgrzewa zupę pomidorową, którą przyniósł od matki, siada, siorbie i ogląda relację w TVN24. – Kiler, widziałeś, aleśmy im do……..li. Kiler już się napił, najadł i jest szczęśliwy, bo jego odważny, bohaterski, jedyny na świecie Pan – wrócił i znowu zwyciężył. Pan nie zastanawia się patrząc na Yorka: co człowiek zrobił z wilka, a pies nie zastanawia się patrząc na pana, co człowiek robi z siebie. Kiler zasypia szczęśliwy z łepkiem na przepoconej kominiarce swojego pana. Pan kocha Polskę, a Kiler jest psem „prawdziwego Polaka.” I nawet przez myśl mu nie przejdzie, że jego pan jest tchórzem.
